wtorek, 19 sierpnia 2014

NA ŻYWO transmisja J.JANOWICZ - J.SOUSA 19.08 godz.18:00 ATP Winston Salem online


ATP Winston-Salem: Jerzy Janowicz z Joao Sousą w pojedynku pierwszych rakiet





Jerzy Janowicz w II rundzie turnieju ATP w Winston-Salem zmierzy się z rozstawionym z numerem szóstym Joao Sousą, który w Portugalii dorobił się już statusu legendy tenisa.
W poniedziałek Jerzy Janowicz udanie zadebiutował w turnieju ATP w Winston-Salem, wygrywając 6:1, 6:4 z Carlosem Berlocqiem. - Myślę, że zagrałem dobrze, byłem solidny z linii końcowej, wywierałem presję na rywalu. To był udany mecz. Czuję się bardzo dobrze, w tej chwili skupiam się tylko na tym turnieju, nie myślę o US Open i z niecierpliwością czekam na następny pojedynek - powiedział tuż po zakończeniu spotkania I rundy polski tenisista.
Kolejnym rywalem łodzianina będzie João Sousa, który z racji rozstawienia z numerem szóstym, w I rundzie otrzymał wolny los. Janowicz już raz miał okazję mierzyć się z Portugalczykiem, 24 października ubiegłego roku w II rundzie turnieju w Walencji wygrał 6:2, 7:5.



Sousa grę w tenisa rozpoczął w wieku siedmiu lat za namową ojca, Armando, byłego mistrza Portugalii weteranów. Pierwsze kroki w przygodzie z białym sportem stawiał w rodzinnym mieście Guimarães, lecz kamieniem milowym w rozwoju jego kariery okazał się wyjazd do akademii w Barcelonie, gdzie pojawił się w wieku 14 lat i mieszka oraz trenuje tam do dziś. - Myślałem, że wróci do domu po 15 dniach, tęskniąc za rodziną i przyjaciółmi, ale jednak nigdy nie porzucił swoich marzeń - mówił z dumą jego ojciec.
Na poziomie turniejów juniorskich Sousa nie odnotował wielkich sukcesów, jednak od czasu przejścia na zawodowstwo w 2005 roku jego kariera rozwija się harmonijnie. W 2007 roku Portugalczyk złamał barierę 1000. miejsca w rankingu, dwa lata później wygrał dwa turnieje Futures i wkroczył do pierwszej "500". Na koniec 2012 roku miał już na koncie osiem triumfów w Futuresach, dwa mistrzostwa w Challengerach i był o krok od awansu do grona 100 najlepszych tenisistów globu.

Sezon 2013 był dla Portugalczyka przełomowy. W styczniu, w Sydney, po raz pierwszy zagrał w głównej drabince turnieju rangi ATP World Tour na innej nawierzchni niż ceglana mączka. Tydzień później, w Australian Open, zadebiutował w imprezie wielkoszlemowej, wygrywając z Johnem-Patrickiem Smithem. Gdy już na dobre zadomowił się gronie 100 najlepszych tenisistów, zaczął wypływać na szerokie wody.
W sierpniu w US Open po raz pierwszy w karierze awansował do 1/16 finału turnieju wielkoszlemowego, gdzie zatrzymał go lider rankingu, Novak Djoković. Trzy tygodnie później w Sankt Petersburgu zanotował premierowy półfinał w głównym cyklu. Ale to, co jak na razie jest najpiękniejsze w karierze Sousy, wydarzyło się w dalekiej Malezji.
Portugalczyk zmagania w zawodach w Kuala Lumpur rozpoczął zwycięstwem z Ryanem Harrisonem. Następnie pokonał Pablo Cuevasa, a w ćwierćfinale trzecią wówczas rakietę świata, Davida Ferrera. Nie spoczął na laurach i w 1/2 uporał się z Jürgenem Melzerem, awansując do pierwszego w karierze finału imprezy cyklu ATP World Tour, w którym wygrał dramatyczny bój z Julienem Benneteau 2:6, 7:5, 6:4, broniąc meczbola w drugim secie. -To mój pierwszy finał, to świetne uczucie, niesamowity tydzień. Mam nadzieję, że ten tytuł doda mi pewności siebie. To spełnienie marzeń. Jestem pierwszym Portugalczykiem, któremu udało się to zrobić. To świetne dla mnie i dla mojego kraju. Może wreszcie ludzie zaczną doceniać portugalski tenis - mówił tuż po tym, jak stał się pierwszym portugalskim triumfatorem turnieju ATP World Tour w historii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz